Zdaję sobie sprawę z tego, że blog jest rzadko aktualizowany, ale mimo wszystko jest. Jeden przepis miesięcznie nie jest oszałamiającą propozycją kulinarną, ale mimo wszystko wymaga to ode mnie zdobycia składników, przetestowania pomysłu oraz zapisania go i umieszczenia tutaj. Czyli pracy mimo wszystko. Jeśli chciałabym pisać przepisy dla siebie, to mam od tego specjalny zeszycik, nie muszę tego jeszcze wrzucać na sieć. Wrzucam, bo chcę się podzielić z CZYTELNIKAMI. Bo to dla CZYTELNIKÓW jest to miejsce. Proszę mi tylko powiedzieć, jaką mam mieć motywację do tej pracy, skoro szanowni czytelnicy mają mnie w dupie i po tym, jak ja się napracowałam nad nowym daniem i dzielę się nim z czytelnikami, nie napiszą nawet jednego marnego komentarza pod przepisem?
Szczerze powiem, że z braku jakiegokolwiek odzewu ten projekt przestaje mnie zupełnie bawić. Skoro nikt tego nie czyta, to mogę to równie dobrze skasować i dalej gotować tylko dla siebie.
Dziękuję za uwagę.
I tak, to jest foch. Z przytupem.